Pomarańcze i mandarynki

Kałuża robiła się coraz większa, a zirytowani pasażerowie oczekujący w terminalu D, wachlując się ważnymi opiniotwórczymi tygodnikami z okładkami dobitnie tłumaczącymi dlaczego my, a nie oni, z coraz większą nienawiścią spoglądali na Brajana. Świeżo upieczony 30-latek robił co mógł, ale klimatyzator odmawiał posłuszeństwa za każdym razem, gdy temperatura powietrza zbliżała się do 40 stopni Celsjusza, czyli średnio raz na dobę. Dramat tym większy, że na płycie radomskiego lotniska wylądował właśnie kolejny samolot tanich linii lotniczych przywożący nową partię włoskich turystów uciekających do słonecznych winnic Mazowsza od listopadowej, rzymskiej słoty.

„Kurwa, jeszcze ci tutaj, zaraz wlezą i się wszyscy do siebie poprzylepiamy” pomyślał Brajan. Nie przepadał za tym imieniem, ale jednocześnie był dumny, że pod społeczną presją tej wspaniałej mody Rada Języka Polskiego zaleciła spolszczanie Briana na Brajana, w związku z rosnącą popularnością tego imienia przypuszczając, że niebawem wejdzie do kanonu imion polskich. Taki był rok 2008… Ludzie mieli swoje odjazdy: tu się urodził Brajan, tam Dżesika (tu akurat Rada nie zaleciła spolszczenia, ale dla podbicia stereotypu – spolszczam!). Na ogół jednak żyli dość normalnie: zimą chodzili w kurtkach, bluzgali na czarne zwały śniegu upieprzone błotem rozchlapywanym przez samochody podpisane palcami przechodniów per „Brudas”, szli do pracy po ciemku, wracali po jeszcze większym ciemku, czekali na wiosnę, odżywali, przestawali się dołować brakiem słońca, szarówką i krukami wstawionymi w tę aurę jak przez cynicznego reżysera, któremu mało było wydatków na tą przygnębiającą ogół aktorów scenografię, chowali do szaf i piwnic te puchowe ciuchy, wkładali bluzy i dżinsy, odżywali wraz z roztopami (poza nielicznymi turystami zaginionymi zimą w górach), szli do komunii, jedli w czerwcu truskawki, a latem spali pod namiotem i nikogo nie spalił piorun ani nie przygniótł grad wielkości lodówki. I komu to przeszkadzało? Dzisiaj Brajan już szóstą godzinę próbuje naprawić ten zasrany klimatyzator, który postanowił znowu spieprzyć się akurat na jego zmianie.

-Brajan! Brajan!

-Tak szefie? – automatycznie odpowiedział Brajan na dźwięk czipa wbudowanego w lewe ucho. Strasznie irytował go despotyczny zwyczaj szefa, który korzystał z funkcji „boss call”, która od razu łączyła go z pracownikiem bez uprzedniego wysłania sygnału połączenia przychodzącego. Prawie spadł z drabiny przez te dwa Brajany wykrzyczane z biura na Struga.

-Jak z tym gównem na lotnisku?

-Ciężko szefie, leje się woda strumieniami, od dwóch godzin z tym walczę. Wg mnie cały moduł do wymiany.

-Dobra, słuchaj, wyłącz to i zdemontuj ten syf. Później przyjedzie nocna zmiana i założy nowy moduł.

-Nocna zmiana? Przecież jaja nam utną, tyle godzin bez klimy w terminalu? Szefie jest styczeń, szczyt sezonu.

-Nie pierdol mi tu, rób jak mówię! Potrzebuję Cię na Borkach, nie wyrabiamy się z montażem w Hiltonie! – rzucił słuchawką. Tzn. mrugnął oczami żeby demonstracyjnie się rozłączyć. Kto dzisiaj w 2038 rzuca słuchawką? Trzeba by jechać do salonu Pleja, wymontować czip, żeby nim pizgnąć o ziemię. A weź se to wymontuj jak umowa na dwa lata. Czipy już wszczepiają, ale wypowiedzieć abonamentu dalej się nie da…

Brajan karnie odłączył moduł, zebrał mopem wodę z podłogi, spakował sprzęt i ruszył do samochodu ciągnąc za sobą klimatyzator, za którym rozżalonym wzrokiem powiedli zawiedzeni pasażerowie. Dobrze wiedział, że szefowi bardziej opłaca się zapłacić karę za nienaprawioną awarię klimatyzatora niż opóźnić montaż w świeżo oddanym do użytku Hiltonie nad Zalewem
Borki – pierwszym przystankiem zagranicznych turystów, gdzie po długich podróżach, nad ciepłymi wodami sztucznie nawadnianego dziś zalewu, sączyli świeży sok z pomarańczy i mandarynek zerwanych z hotelowych ogrodów. Zresztą – te parę tysięcy kary to pierdnięcie dla milionera. Milionera, z którego wszyscy szydzili gdy w 1996 roku zakładał w Radomiu pierwszą firmę z klimatyzacjami do samochodów BoguśKlim. „Boguś, kurwa szwagier! No nie no idealny pomysł! Będziesz miał robotę dwa tygodnie w roku w tym zimnym jak pizda kraju!” Śmiał się mąż siostry Bogdana na grillu rozpalonym pod dachem domków letniskowych w Rewalu, bo akurat szósty dzień z ich siedmiodniowego urlopu napieprzało deszczem nad Bałtykiem.

Teraz Bogdan Karbowski jest potentatem. W całej Polsce każdy wie kim jest „Zimny Boguś”, facet, który jak przecinak wygrywa kolejne przetargi na montaże i serwis systemów klimatyzacji w powstających jak grzyby po deszczu resortach turystycznych. Do jednego z nich pędzi właśnie Brajan. A ludzie na lotnisku? Niech się smażą. „A walić tych leniwych Włochów! Jak ja byłem w 2018 na wakacjach w Sorrento i przez tydzień była zjebana klima w pokoju przy 35 stopniach w cieniu, a za wiatrak pobierali 2 euro dziennie, to nikt mnie nie żałował!”. Ile prawdy w tej stałej wymówce szefa? Nie wiadomo. Brajan nigdy nie był we Włoszech. Po co jechać do kraju gdzie tylko leje, pół roku mgły, zdołowani ludzie i kruki (relokacja kruków nastąpiła płynnie ze zmianą klimatu). Jak tamta część kontynentu zaszła chmurami okazało się nagle, że tam właściwie nic nie ma. Syf, kiła i mogiła, a każde miasto wygląda jak Zgierz i okolice, tylko słońce ludziom mamiło krajobraz. Oczywiście Zgierz na początku wieku, bo dziś – skąpany w słońcu wygląda wybitnie.

Brajan zostawił za sobą lotnisko. W tle, rozmyty od temperatury unoszącej się z asfaltu, majaczył jak fatamorgana gigantyczny port lotniczy Radom. Duma tego miasta, jedno z największych lotnisk w Europie. Przyloty, odloty, przesiadki, wsiadki, wysiadki. Ludziów jak mrówków, a nad miastem kolejki do lądowania. Idealne położenie – w samym centrum najcieplejszej części kontynentu. Blisko na pełną cytrusów Lubelszczyznę, szybki dojazd do Łodzi – polskiej perły architektonicznej, która odkryła swoje wdzięki gdy całoroczne słońce pozwoliło wypuścić długie pędy egzotycznego bluszczu oplatającego teraz obskurne niegdyś kamienice, rzut beretem nad zaćkane palmami bałtyckie plaże do Torunia i Bydgoszczy, skąd łódkami można wybrać się na jedną z największych atrakcji turystycznych Polski – wycieczkę do podwodnych miast niegdysiejszego województwa Pomorskiego (dziś województwo Podmorskie), a stamtąd najlepsza pamiątka z wakacji – podwodne zdjęcie z fotoradaru w Człuchowie. Niby żal lodowców, ale jak się widzi uśmiechnięte twarze dzieciaków w maskach tlenowych z cyframi pomiaru prędkości na fotce – można odżałować te parę centymetrów oceanów do góry i kilka kilometrów ziemi pod wodą. Tym bardziej, że zalało też Białystok i wszystkich wykonawców disco polo.

Hotel nie był jeszcze otwarty dla turystów, ale po korytarzach kręciła się już obsługa, która w pocie czoła (dosłownie – Zimny Boguś jeszcze nie uruchomił swoich zabaweczek) dokonywała ostatnich szlifów na diamencie Mazowsza – wysokim na 37 pięter Hiltonie zaprojektowanym na kształt fikuśnego „R” jak Radom. Na tym korytarzu Brajan mógł w końcu poczuć się jak w domu: John, George, Katie, Rebecca. Tabliczki z napisem „uczę się” zdradzały imiona angielskich studentów, którzy przyjechali do Polski na saksy. W hotelowej restauracji kucharze już szkolili pomoce kuchenne z pierwszych specjałów: ruskie na zimno z gałką lodów waniliowych, chłodnik z bigosu i lekka sałatka z cebuli.

Po chwili był już na zapleczu hotelowej kuchni, gdzie gromadzili się pracownicy BoguśKlimu i sam lord polskiego chłodzenia.

– Brajan! No nareszcie człowieku! Panowie, tu musimy skończyć do 24 i nie ma że boli! Wiem! Antczak wiem, że dziecko! Nie pierdol mi tutaj, dostaniesz za nadgodziny! Jedziemy z tym koksem i bez opierdalania mi się tutaj! – wydał rozkaz i łapczywym chełstem opróżnił resztki wody mineralnej z plastikowej butelki.

– Tu macie parę zgrzewek dla was – krzyknął i rzutem koszykarza trafił butelką do metalowego kosza z wielkim napisem „papier”.

– No jedziemy panowie! Świat się sam nie ocieplił to się sam nie ochłodzi hahaha!

Brajan zaśmiał się z grzeczności. Nie przepadał za „tym burakiem” jak zwykł o nim mówić. „Przynajmniej dał robotę i zniżki na klimatyzatory jak wyschła Pilica i upadł rodzinny biznes ze spływami kajakowymi” – pomyślał i zaczął odpakowywać najnowszy moduł klimatyzatora BoguśKlim 7.0.

Komentarze (2)

Nie wiedziałam czego się spodziewać na tym blogu, ale tego się nie spodziewałam 😀 Mam nadzieje, że ciąg dalszy nastąpi.

Rewelacja. A opis Łodzi-mistrzostwo. Ciekawe czy Rafał Paczes to czyta. Czekam na cdn.

Zostaw komentarz